Zmęczona niepowodzeniami w wirtualnym randkowaniu zdecydowałam się wirtualnie nie randkować.

Nie jest to mój pierwszy raz, ta sinusoida trwa w najlepsze od dawna.

narzeczony z przymusu online dating-67narzeczony z przymusu online dating-88

Idę po bandzie, mówię o paznokciach i filmie, po czym oddalam się dwie godziny.

Kiedy wracam sprzed telewizora, odczytuję wiadomość. Pyta o kolor lakieru i dodaje, że grał kiedyś w Sin City 3000.

Ma rozwiane włosy, fajną koszulę w kratę, sympatyczny wyraz twarzy. W końcu włażę pod kołdrę i czekając aż tablet znów zawibruje, zasypiam jakby nigdy nic.

Profil w porządku, niewiele mówi o sobie, ale niczym mnie do siebie nie zraża i mówi do mnie „hej”. Odpowiedź czytam dopiero następnego dnia rano i odpisuję w porze obiadowej, kiedy jestem już na tyle wolna, że będę mogła odpowiadać.

Mam ochotę odpowiedzieć, że depiluję pachy, wycinam skórki i obcinam paznokcie u stóp. Odpowiadam, że jest tego sporo, ale ja mam pod tym względem chyba niewiele potrzeb.

Odpowiadam jednak, że nie robię nic specjalnego, że tak rozpoczęty wieczór lubię skończyć piżamą i książką. Ta odpowiedź zostaje chyba odebrana jako wystarczająca, bo kolejnym pytaniem jest pytanie o to, jak zamierzam spędzić wieczór.

Nie bardzo widzę się u boku pana pod krawatem, który zajmuje się księgowością.

Oczywiście nie skreślam takich osób, ale jeśli jedynym zdjęciem, które chłop ma w profilu jest zdjęcie z dyplomu czy innego paszportu i nie napisał on nic o swoim hobby, to nie czuję się zachęcona.

Poprzednie relacje, które opisywałam tutaj spokojnie umarły.